niedziela, 27 lipca 2014

Chce umrzeć.  Tylko wstałam i od razu mam dość tego dnia. Nie wiem czym sobie zasłużyłam. Zasługuje w ogóle na takie cierpienie? Wczoraj już naprawdę myślałam, że jest już dobrze. Już znowu się cieszyłam, że go mam. Zdawało mi się, że jestem szczęśliwa. Niestety. Nie jestem. Chyba naprawdę muszę to zrobić. Czuje jak mi serce powoli pęka. Ja nie wiem,czy on mi to specjalnie robi czy co się dzieje. Nie mam siły. Chce śmierci. Musialam sobie wziąć dwa tramadole żeby się uspokoić, a i tak nadal nie jestem. Chociaż nie wariuje jak jeszcze godzinę temu. Już myślałam, że wtedy umrę. Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak sie ze mna działo.  Cała się trzeslam. Ryczalam i ruszalam się jak jakaś opętana. Co on ze mną robi. Myślałam, że minely te czasy. Jak on może mówić, że mnie kocha jak tak mnie traktuje? Ja tylko chciałabym być szczęśliwa. Z nim. Ale on mi nie pozwala. Musze umrzeć.

sobota, 4 stycznia 2014

Little dick.

         Czasem nie rozumiem, jak można mieć tyle odwagi, tyle siły by ranić kogoś kogo się kocha. Myślałam,  że miłość polega na pomaganiu sobie, wspieraniu się nawzajem, a nie tylko na uczuciu, które minie bądź nie. Oczywiście zawiodłam się na swym przekonaniu,  ale nie sądziłam,  że miłość oznacza krzywdzenie. Nie mówię o krzywdzie takiej jak zerwanie, zdradzenie czy tym podobne. Mowie o złym traktowaniu. Nie jestem szmatą, by można było mnie tak traktować.
          Miewam chwile, w których ciesze się, że mam Te tabletki. Mogę je wziąć w takich chwilach jak te i po prostu się uspokoić. Niestety nie zapomnieć, a ale choć troche wyciszyć. Przyznam, że taka dawka juz mi nie pomaga. Ale przecież nie moge wziąć wiecej... a może i moge.
      
                                                                  Przestań mnie ranić.

piątek, 3 stycznia 2014

Ever and everywhere alone.

       Jeszcze przez całe swoje życie, przez całe szesnaście lat, tak naprawdę ani razu nie poczułam się szczęśliwa. Oczywiście pomijam ten dziecięcy okres, kiedy każda błahostka sprawiała mi radość, a problemy,  które tak naprawdę nie były problemami,  choć młody umysł nie zdawał sobie z tego sprawy, nie miały większego znaczenia. Szesnaście lat.. to mało,  wiem. Nawet bardzo mało. Ale niektórzy już w tym wieku przeżywają wiele. 
        Miałam nie tak dawno w szkole wykłady o depresji. O tym, jak bardzo łatwo w nią popaść w okresie dojrzewania. Jakiś czas po nim moja przyjaciółka wyznała mi, że ona ma depresje. Niby to moja przyjaciółka, ale po tych słowach poczułam lekką dezaprobate. A nawet powiedziałabym,  że miałam ochotę z niej zakpić. Znam jej życie, dobrze znam, znam też ją i to doskonale. Ona nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, co to jest depresja. Poznała jakieś dwa miesiące temu chłopaka, który ją "zranił". Dwa miesiące i ona mówi, że się tak bardzo zakochała i jest zraniona, a do tego ma depresje? Oni nawet nie byli ze sobą. Tak właściwie nic ich nie łączyło.  Nie znała go za dobrze. A on po prostu znalazł sobie inna dziewczyne. Przecież nic jej nawet nie obiecywał. I ona mówi, że ma depresje. Nie oszukujmy się,  ale wkurzyło mnie to. Gdyby przeszła to co ja, wątpię,  że by jeszcze żyła.