piątek, 3 stycznia 2014

Ever and everywhere alone.

       Jeszcze przez całe swoje życie, przez całe szesnaście lat, tak naprawdę ani razu nie poczułam się szczęśliwa. Oczywiście pomijam ten dziecięcy okres, kiedy każda błahostka sprawiała mi radość, a problemy,  które tak naprawdę nie były problemami,  choć młody umysł nie zdawał sobie z tego sprawy, nie miały większego znaczenia. Szesnaście lat.. to mało,  wiem. Nawet bardzo mało. Ale niektórzy już w tym wieku przeżywają wiele. 
        Miałam nie tak dawno w szkole wykłady o depresji. O tym, jak bardzo łatwo w nią popaść w okresie dojrzewania. Jakiś czas po nim moja przyjaciółka wyznała mi, że ona ma depresje. Niby to moja przyjaciółka, ale po tych słowach poczułam lekką dezaprobate. A nawet powiedziałabym,  że miałam ochotę z niej zakpić. Znam jej życie, dobrze znam, znam też ją i to doskonale. Ona nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, co to jest depresja. Poznała jakieś dwa miesiące temu chłopaka, który ją "zranił". Dwa miesiące i ona mówi, że się tak bardzo zakochała i jest zraniona, a do tego ma depresje? Oni nawet nie byli ze sobą. Tak właściwie nic ich nie łączyło.  Nie znała go za dobrze. A on po prostu znalazł sobie inna dziewczyne. Przecież nic jej nawet nie obiecywał. I ona mówi, że ma depresje. Nie oszukujmy się,  ale wkurzyło mnie to. Gdyby przeszła to co ja, wątpię,  że by jeszcze żyła. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz