Miałam nie tak dawno w szkole wykłady o depresji. O tym, jak bardzo łatwo w nią popaść w okresie dojrzewania. Jakiś czas po nim moja przyjaciółka wyznała mi, że ona ma depresje. Niby to moja przyjaciółka, ale po tych słowach poczułam lekką dezaprobate. A nawet powiedziałabym, że miałam ochotę z niej zakpić. Znam jej życie, dobrze znam, znam też ją i to doskonale. Ona nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, co to jest depresja. Poznała jakieś dwa miesiące temu chłopaka, który ją "zranił". Dwa miesiące i ona mówi, że się tak bardzo zakochała i jest zraniona, a do tego ma depresje? Oni nawet nie byli ze sobą. Tak właściwie nic ich nie łączyło. Nie znała go za dobrze. A on po prostu znalazł sobie inna dziewczyne. Przecież nic jej nawet nie obiecywał. I ona mówi, że ma depresje. Nie oszukujmy się, ale wkurzyło mnie to. Gdyby przeszła to co ja, wątpię, że by jeszcze żyła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz